Top 12 szlagierów, cz.1

Marzeniem każdego kompozytora jest stworzenie opery tak znanej, że każdy (nawet ten, kto nigdy do opery nie poszedł) potrafi ją zanucić, nie mając przy tym zielonego pojęcia, o czym dany fragment opowiada. Wspomnijmy choćby pierwsze operowe szlagiery jak „Non piu andrai” z „Wesela Figara”, czy „Voyez sur cette Roche” z „Fra Diavolo” – już w kilka dni po prapremierze każdy w Pradze/Paryżu pogwizdywał sobie te arie.

I choć sława akurat tych dwóch „melodii” nieco przygasła, istnieją jeszcze fragmenty z oper, które zna każde dziecko na świecie (nie wiedząc nawet z jakiego dzieła pochodzi).

Postanowiłem więc zestawić dwanaście najsłynniejszych szlagierów operowych. Najwyższy czas dowiedzieć się co kryją nieśmiertelne nuty, które wykorzystują kampanie reklamowe i hollywoodzkie filmy.

Zanim jednak przejdziemy do oceny, pragnę podkreślić, że oceniam wyłącznie opery, a więc kankan z „Orfeusza w piekle” (operetka), pieśń „O sole mio”, czy „O fortuna” (z oratorium „Carmina Burana”) nie pojawią się w moim rankingu.

Miejsce 12 – „Halka” i „Straszny Dwór”

Właściwie jest to honorowe miejsce/a, gdyż poza granicami naszego kraju opery Moniuszki są kompletnie nieznane. Niemniej w Polsce wszyscy słyszeli „Szumią jodły na gór szczycie” („Halka”) i „Ten zegar stary gdyby świat” („Straszny Dwór”).

„Szumią jodły na gór szczycie” to chyba najsłynniejsza polska operowa aria, pojawiała się nie tylko w „Miodowych latach”, czy w „Świecie według kiepskich” („Nie mam żalu do Paździocha, że ojczyzny swej nie kocha”), ale (na dobrą sprawę) w każdym filmie, gdzie poruszano tematykę polskiej opery.

Tenorowa aria na rozpoczyna akt IV (ostatni), kiedy to samotny góral prosi dudziarza o smutną melodię. Obserwując swoją nie do końca poczytalną eks-narzeczoną, Jontek spowiada się publiczności ze swych utraconych nadziei na wspólną przyszłość. Melancholijna, zwiastująca finałowy dramat (samobójstwo Halki), w wykonaniu pierwszorzędnego tenora (jak np. Bogdana Paprockiego, czy Wiesława Ochmana) może wycisnąć łzy z oczu najbardziej nieczułej publiczności:

Za „Jodłami” dzielnie podąża „Ten zegar stary…” – pojawił się m.in. w filmie „Job, czyli ostatnia szara komórka”, serialu „Rodzina zastępcza plus”, czy w polskich tłumaczeniach komiksów z Kaczorem Donaldem.

O najsłynniejszej polskiej arii na bas pisałem niedawno („Straszny Dwór” cz. 2), więc nie będę dokładnie objaśniał sytuacji lirycznej. Wspomnę jedynie, że klucznik Skołuba straszy służącego Macieja upiornym zegarem i duchami nawiedzającymi posesję. Aria, choć na pierwszy rzut oka wydaje się groźna i mroczna, w rzeczywistości utrzymana jest w stylu buffo. Zwłaszcza, jeśli jesteśmy w teatrze – wtedy łatwiej spostrzec ociekająca wręcz ironię, gdy Skołuba pyta się z troską Macieja, czy przypadkiem się nie przestraszył…

Miejsce 11 „Wilhelm Tell”

Galop z uwertury do tej opery (notabene czteroczęściowej, z której przeciętny Kowalski zna tylko finał) posłużył nie tylko jako dżingiel do niejednej reklamy (m.in. firmy Bonduelle), ale też filmów o Wilhelmie Tellu, kreskówki Looney Tunes (z 2006), a nawet pojawił się w … kabarecie Monty Pythona (skecz o Wilhelmie Tellu).

By zrozumieć naturę galopu z „Wilhelma Tella” musicie wiedzieć, że uwertura składa się z czterech części. Pierwsza (wstęp z pięcioma wiolonczelami) zwiastuje piękną alpejską pogodę, druga – burzę nad jeziorem, trzecia – spokojną, sielankową wioskę w Szwajcarii (Grieg musiał ją usłyszeć, gdy komponował inny szlagier – „Poranek” z „Peer Gynta”), czwarta (ta, która nas interesuje) – walkę i triumf szwajcarskiego patriotyzmu.

Jeżeli z jakiegoś powodu dałem „Galop” tak nisko to tylko dlatego, że samej operze niewiele to pomogło – nikt jej nie pamięta, być może dlatego, że całe dzieło trwa prawie cztery godziny…

Miejsce 10 – „Turandot”

Może wydawać się dziwne, ale Puccini, choć jest jednym z najpopularniejszych kompozytorów w historii, nie stworzył zbyt wielu szlagierów znanych przeciętnemu Kowalskiemu. Poza numerem ósmym (ale o tym później) żadna z arii nie pojawiła się w reklamach i filmach (może jeszcze „O mio bambino caro” z „Gianniego Schicchi”). Z genialnego „Turandota” jedynie „Nessun Dorma” stała się sławna. Po pierwsze – kiedy zmarł Luciano Pavarotti, tę arie puszczano praktycznie w każdym programie telewizyjnym. Po drugie – dzięki programowi „Britain got talent”, gdzie Paul Potts (zwycięzca edycji) zaśpiewał tę właśnie arię.

No i po trzecie, po tę arię sięgnęła słynna bluesowa piosenkarka, Aretha Franklin.

„Nessun dorma” (dosł. „Nikt nie śpi”) otwiera na dobrą sprawę akt III. Wcześniej, książę Calaf (ubiegający się o rękę księżniczki Turandot) rozwiązał jej trzy zagadki (tylko ten który je rozwiązał mógł zostać jej mężem – kto zadaniu nie podołał, musiał oddać głowę katu). Gdy, pomimo zwycięstwa, księżniczka odmawia, Calaf sam zadaje jej zagadkę – niech do rana odgadnie jego imię. Jeśli się  uda – gotów jest umrzeć. Co zaskakuje w „Nessun dormie” to jej tkliwa i romantyczna atmosfera… Choć Turandot zabiła wcześniej kilkudziesięciu zalotników, młodzieniec wierzy, że ten romantyczny gest skruszy lód jej serca… Nie wie jeszcze, że Turandot to zadanie potraktowała bardzo serio…

Moim ulubionym Calafem jest Franco Corelli, ale to Luciano Pavarotti rozsławił „Nessun Dormę”, wykonując ją na stadionach i koncertach Trzech Tenorów. A kimże ja jestem, by go wam odbierać? Zresztą, jeśli mówimy o muzyce, która przełamała wszelkie granice i stała się znana wszystkim, nie możemy nie wspomnieć o Pavarottim…

Miejsce 9 – „Aida”

Choć przez dobrze ponad wiek uchodziła za jedną z najpopularniejszych oper świata, jej sława zaczyna nieco bladnąć. Arcydzieło Verdiego, synteza francuskiej grand opera z włoską operą romantyczną i motywami przewodnimi, była planowana jako dzieło, gdzie granica pomiędzy „numerami” zostaje całkowicie zatarta. Oczywiście nie dało się tego osiągnąć tak jak u Wagnera (bądź co bądź Verdi był Włochem z krwi i kości), aczkolwiek należy przyznać, że akcja płynie (a nie wędruje od przeboju do przeboju). I choć każdy miłośnik opery zna arie Aidy z pierwszego i trzeciego aktu oraz piękną arię dla tenora „Celeste Aida” („Boska Aido”), to szeroka publiczność rozpozna jedynie słynny marsz triumfalny, kiedy to Egipcjanie powracają ze zwycięskiej wojny przeciw Etiopczykom.

Miejsce 8 – „Madama Butterfly”

Aż dziw bierze, że w najbardziej wagnerowskiej operze Pucciniego znajdziemy najbardziej chwytliwą melodię. Mówię tu rzecz jasna o arii Butterfly z początku II aktu, „Un bel di”, czyli „Jednego pięknego dnia”. Aria ta nie tylko zawojowała niejedną reklamę, czy film, ale też była natchnieniem dla musicalu „Miss Saigon”.

W akcie pierwszym Benjamin Pinkerton, oficer amerykańskiej marynarki, bierze ślub z młodziutką japońską gejszą Cio-Cio San (Pani Motyl). Zostaje jednak odtrącona przez rodzinę (przeszła na chrześcijaństwo), a później Pinkerton ją opuszcza, obiecując wrócić „w rozsądnym czasie”. Minęły trzy lata… Ale mimo to, Butterfly wierzy, że mąż powróci.

Japońska „mała pucciniowska kobietka” (inne: Mimi, Angelica, Liu), niewinna ofiara bezlitosnej rzeczywistości, to najwspanialsza rola jaką skomponował Puccini. Jeśli teatr operowy nie ma dobrej Butterfly, to nawet pomimo doskonałej obsady drugoplanowej i genialnego kapelmistrza, spektakl będzie jedną wielką klapą. Na początku aktu drugiego, Cio-Cio San poucza swą jedyną służącą, by nie traciła wiary, jej mąż na pewno powróci. Aria „Un bel di” przepełniona jest nadzieją, która nie zwiastuje nadchodzącej tragedii. W rękach wielkiej śpiewaczki (Tebaldi, Scotto, Freni, Kabaivanska) aria ta udowodni, że „Madama Butterfly” to najsłynniejszy na świecie wyciskacz łez…


(śpiewa jedna z największych Cio-Cio San w historii – Renata Tebaldi, na recitalu w… Tokio)

Miejsce 7 – „Porgy and Bess”

Z początku może zaskakiwać obecność jedynej opery Georga Gershwina. Dzieło to uchodzi za amerykańską operę narodową (poświęcona ubogiej warstwie czarnoskórych amerykanów, skomponowana przez rosyjskich Żydów – zaiste, Ameryka to kraj emigrantów…) . Mimo to, nie jest zbyt popularna, nawet w Stanach Zjednoczonych. Jakim cudem dotarła więc na miejsce siódme? Bo jest jedynym dziełem operowym bardziej znanym przez miłośników muzyki rozrywkowej niż klasycznej! Największy szlagier z tej opery, „Summertime” uchodzi za jeden z najsłynniejszych standardów jazzowych (wśród wykonawców należało by tu wymienić co drugiego jazzmana):

Co dziwne, popularność opery stała się jej gwoździem do trumny, gdyż „Porgy and Bess” (początkowo niezbyt entuzjastycznie przyjęte) ocalało tylko w przeróbce musicalowej, gdzie recytatywy zastąpiono dialogiem, a jednolite dramaturgicznie dzieło (stworzone do świetnego libretta) zmieniło się w łańcuch przebojów, rodem z rossiniowskich oper. Gershwinowi zależało na stworzeniu opery jednolicie spójnej dramatycznie, gdzie całość muzyczna zamyka się nie w ariach, a scenach, wzorując się na… wybitnie rasistowskim kompozytorze, Richardzie Wagnerze.

Na szczęście, pod koniec lat osiemdziesiątych za rekonstrukcję opery zabrał się Sir Simon Rattle, przywracając jej prawdziwe „klasyczne” wartości:

Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że ten jazzowo-rockowy szlagier jest tak naprawdę… kołysanką.

Reklamy

Informacje o poprostuopera

Marek Błaszczak - Pasjonat opery, dobrej literatury i gier RPG. Dziwny charakter pisma i miłośnik dobrej kuchni. Wszelkie prawa zastrzeżone: kopiowanie, powielanie i przekształcanie artykułów za zgodą autora (proszę pisać maila na adres poprostuopera@gmail.com, na pewno odpowiem)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Top 12 szlagierów, cz.1

  1. Koziołek pisze:

    Jak już mowa o rockowych inspiracjach… Nessun Dorma:

    Oraz Wilhelm Tell (wersja na basie):

  2. Koziołek pisze:

    I o to właśnie chodzi. Swoją drogą ciekawe dlaczego „współcześni artyści” w sensie gwiazdy muzyki popularnej nie sięgają do klasyki. Czyżby głosiki za słabe….

    • poprostuopera pisze:

      Za cienkie głosy, teraz łatwiej zrobić wokół siebie dużo szumu, zszokować opinię publiczną i wszyscy ruszą na koncert jak muchy na lep… Nikt nawet nie zauważy, że śpiewają z playbacku… Eh, co za czasy…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s