Pojedynek śpiewaków w germańskim stylu – „Tannhauser”, cz. 1

Obiecałem, to obiecałem. Rozpoczynamy przygodę z Wagnerem. A ponieważ wypada zacząć od mocnego akcentu, na pierwszy ogień idzie moje ulubione dzieło niemieckiego mistrza. W dodatku wspaniale reprezentowane na płytach, ale o tym później. Właściwie dużo później, bo przesłuchanie wszystkich pozycji tej ponad trzygodzinnej opery (mając na głowie zamknięcie kwartału i audyt w firmie) trochę mi zajmie…

Ale najpierw libretto:

„Tannhauser” (właściwie – „Tannhauser i Turniej Śpiewaczy na Wartburgu”), opera w III aktach

Muzyka i libretto: Ryszard Wagner

Prapremiera – Semperoper w Dreźnie, 19 X 1845

(wersja paryska – Opera Paryska, 13 III 1861)

Hermann, pan na włościach Turyngii – bas^

Elżbieta, jego siostrzenica – sopran^

Tannhauser, bard  – tenor^

Wolfram von Eschenbach, najlepszy przyjaciel Tannhausera – baryton^

Walter von der Vogelweide, minstrel – tenor

Heinrich der Schreiber, minstrel  – tenor 

Biterolf, minstrel – bas 

Reinmar von Zweter, minstrel – bas

Wenus – sopran lub mezzosopran^

Pasterz – sopran

Czterech paziów – soprany

Syreny,  kupidyny, satyrowie, pielgrzymi, rycerze, damy i szlachta

Akcja rozgrywa się w grocie Wenus i w średniowiecznej Turyngii. 

Akt I – Tannhauser opuścił świat ludzi i zamieszkał w grocie Wenus, pogańskiej bogini miłości (chór Naht euch dem Strande). Jednak jako, że człowiek po trzech dniach to i indyka ma dość, bard zaczyna tęsknić za światem śmiertelników. Wenus stara się go przekonać by nie wracał, lecz on intonuje nową pieśń, pointując ją prośbą o powrót do ludzkiego świata (Dir tone Lob!) . Na nic groźby i błagania bogini  (Zieh hin, Wahnbetorter!), jedyne co dostaje od Tannhausera to zapewnienia, że będzie sławić jej imię po wsze czasy. Bard wzywa Matkę Boską, dzięki czemu od razu wraca do świata ludzi.

Nasz bohater trafił na polanę przed zamkiem Wartburg. Jest wiosna, pasterz zmierza ze swoją trzódką, a w oddali słychać śpiew pielgrzymów (Zu dir wall ich). Tannhauser pada na kolana, dziękując Bogu za ocalenie. To nie koniec dobrych wieści – do zamku powraca drużyna Landgrafa Hermanna, a wśród jej członków rozpoznaje dawnych kompanów. Spotyka nawet Wolframa, swojego najlepszego przyjaciela. Ten namawia go by znów dołączył do drużyny. Bard w końcu przystaje na tę propozycję – liczy bowiem, że zdobędzie serce siostrzenicy Hermanna, Elżbiety.

Akt II – Elżbieta wspomina dawną miłość do Tannhausera, który zaginął wiele lat temu…(Dich, teure Halle, grüss ich wieder). Nie smuci się, bowiem wierzy, że ukochany jeszcze wróci. Ku jej zdumieniu ukochany pojawia się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki! Minstrel pada do jej stóp. Choć na początku jest nieco niezręcznie (bo Tannhauser unika odpowiedzi na pytanie gdzie był i co robił), jednak dawne uczucie zwycięża i młodzi wymieniają miłosne przysięgi (duet Gepriesen sei die Stunde). Tylko Wolfram jest nieco przybity – marzył od zawsze o ręce Elżbiety…

Szczęście wciąż sprzyja zakochanym – Hermann nie krytykuje wyboru Elżbiety, a widząc, że dziewczyna w końcu wyzdrowiała, ogłasza, że wkrótce odbędzie się wielki turniej minstreli.

I od tego momentu wszystko zaczyna się psuć.

Przybywają goście (Freudig begrüssen wir edle Halle), wszyscy niecierpliwie czekają na zawodników. Hermann ogłasza, że minstrele muszą zaimponować publiczności pieśnią objaśniającą naturę miłości. Zaczyna Wolfram, chwalący miłość platoniczną, nieśmiałą i dyskretną. Tannhauser pokpiwa sobie z najlepszego przyjaciela i choć bardzo podoba się to Elżbiecie, publiczność jest nieco zgorszona. Tannhauserowi odpowiada Walter von der Vogelweide, sławiący miłość czystą i szlachetną (w wersji paryskiej ten fragment jest wycięty, a druga odpowiedź Tannhausera jest pierwszą). Tannhauser znów nie wie kiedy się zamknąć, bowiem teraz wychwala miłość cielesną i przyziemną, budząc otwarty sprzeciw gości. Buntowniczemu bardowi sprzeciwia się wiekowy Bitterof, z którego minstrel bezceremonialnie sobie drwi. Do kłótni znów dołącza się Walter. Robi się coraz gorącej, aż w końcu Tannhauser wybucha i wykrzykuje swój manifest sławiący potęgę Wenus (Dir, Gottin der Liebe). Na dźwięk tych bezeceństw, damy pospiesznie wybiegają, a panowie sięgają po miecze. Gdyby nie Elżbieta, Tannhauser zostałby zarąbany.

Hermann ogłasza wyrok – grzeszny bard wyruszy na pielgrzymkę do Rzymu, błagając papieża o odpuszczenie grzechów.

Akt III – Elżbieta modli się u stóp figury Matki Boskiej. Wolfram dzielnie dotrzymuje jej kroku. W końcu dostrzegają pochód pielgrzymów (Begluckt darf ich – słynny chór rozbrzmiewa w pełnej krasie). Nie ma wśród nich Tannhausera. Elżbieta odprawia nieśmiałego rycerza-barda, a biedny Wolfram intonuje pieśń do niedostępnej gwiazdy (Inbrunst im Herzen). Jednak jego ukochana myśli tylko o Tannhauserze.

Syn marnotrawny w końcu powraca, choć nie przynosi dobrych wieści: papież wysłuchał jego spowiedzi i odmówił rozgrzeszenia: tak jak papieska laska nigdy nie zakwitnie, tak i grzesznik tego formatu nigdy nie będzie zbawiony. Na oczach przerażonego Wolframa, Tannhauser wzywa Wenus, a bogini odpowiada na jego wezwanie (Wilkommen, ungtreuer Mann! – w wersji drezdeńskiej tylko gra światłem sugeruje jej obecność). Czując, że wszystkie sposoby upadły, Wolfram wykrzykuje imię Elżbiety – to ratuje Tannhausera. Z zamku słychać żałobną muzykę – to Elżbieta umarła by obkupić grzechy ukochanego. Minstrel dobiega do konduktu żałobników, pada na kolana przy jej trumnie i umiera. W tej samej chwili nadchodzą pielgrzymi, triumfalnie wznosząc papieską laskę pokrytą listowiem (Heil! Heil! Der Ginade Winder Heil!).

Historia i kariera dzieła: uciekając przed dłużnikami, Wagner skrył się w Paryżu. Nie udało mu się jednak zrobić wielkiej kariery. Szczęśliwie otrzymał depeszę, że „Rienzi” zostało entuzjastycznie przyjęte w Dreźnie. Zebrał manatki i wrócił do ojczyzny. Pomysł na „Tannhausera” zrodził się jeszcze podczas pobytu we Francji (1841), ale libretto ukończył dopiero na wiosnę 1843 roku (pod roboczym tytułem „Góra Wenus”). Komponowanie zajęło Wagnerowi następne dwa lata (data ukończenia: 13 kwietnia 1845), a utwór został wystawiony w 19 X 1845. Pomimo reputacji jaką zagwarantował „Rienzi”, „Tannhausera” przyjęto dość chłodno. Kompozytor wziął sobie do serca kilka krytycznych uwag i usiadł do poprawek (będzie zresztą szlifował to dzieło aż do 1875 roku). Najwięcej zmian powstało w latach 1847-1852.

Poprawki znacząco pomogły operze, o czym świadczy olbrzymi sukces w latach pięćdziesiątych: w ciągu zaledwie ośmiu lat dzieło wystawiono na czterdziestu scenach niemieckich! W 1857 roku „Tannhauser” podbił Genewę i Wiedeń, a rok później – Amsterdam.

Wagner ponownie przyjechał do Paryża. Spodziewał się wielkiego sukcesu, bowiem sam Napoleon III zafundował wystawienie „Tannhausera” w Operze Paryskiej. Jednak stolica Francji nigdy nie była łaskawa dla wielkich dzieł. Pomimo przeróbek zrobionych specjalnie dla Paryża, pomimo 164 (!) prób, pomimo poparcia pary cesarskiej, utwór wygwizdano i to do tego stopnia, że zdjęto go już po 3 przedstawieniach. Po przedstawieniu Ch. Baudelaire napisał: „Ludzie, którym się zdaje, że pozbyli się Wagnera, cieszę się przedwcześnie, mogę ich zapewnić…”. Nie pomylił się, tymczasowa klęska opery podyktowana była raczej politycznymi niż artystycznymi względami. Nie zmienia to faktu, że Paryż musiał poczekać następnych 30 lat (!) na kolejne dzieło Wagnera, a 33 lata na kolejnego „Tannhausera”.

Po paryskim przedstawieniu Wagner ciągle szlifował dzieło, z którego chyba nie był do końca zadowolony: jego żona odnotowała, że na trzy tygodnie przed śmiercią, Wagner powiedział jej, że „ludzkości jest winny ‚Tannhausera’ „.

Po śmierci Wagnera, utwór wystawiono na festiwalu w Bayreuth (1891), gdzie szczególną sławę przyniosła wersja wyreżyserowana przez Siegfrieda Wagnera, pod batutą Toscaniniego (1931).  Ale pozycja młodzieńczej opery Wagnera była już od dawna na wygranej pozycji – „Tannhausera” gra się wszędzie i chętnie. Wśród wielkich tenorów należy wymienić Ernesta van Dycka, Lauritza Melchiora, Leo Slezaka, Maxa Lorenza, Ramona Vinaya, Wolganga Windgassena, a bliżej naszych czasów: Rene Kollo, Placida Domingo, Petera Seifferta i zmarłego niedawno Johana Bothę. Niestety, z przyczyn religijnych nikomu nie udało się namówić Jona Vickersa…

Reklamy

Informacje o poprostuopera

Marek Błaszczak - Pasjonat opery, dobrej literatury i gier RPG. Dziwny charakter pisma i miłośnik dobrej kuchni. Wszelkie prawa zastrzeżone: kopiowanie, powielanie i przekształcanie artykułów za zgodą autora (proszę pisać maila na adres poprostuopera@gmail.com, na pewno odpowiem)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s