Podróż do Japonii AD 2016 – część pierwsza, czyli słówko o społeczeństwie

Kiedy w styczniu 2016 roku LOT uruchomił bezpośrednie loty z Warszawy do Tokio, podróż do kraju kwitnącej wiśni przestała być nieosiągalnym marzeniem, dostępnym tylko dla najbogatszych (bądź ludzi, którzy są w stanie lecieć 36 godzin z dwoma przesiadkami).  Korzystając z okazji, przyjąłem zaproszenie moich nauczycieli i w sierpniu 2016 stanąłem na japońskiej ziemi.

Nie chciałem pisać o mojej podróży z dwóch powodów: po pierwsze, to blog muzyczny, a nie podróżniczy. Po drugie – nie jest to specjalnie oryginalny temat (sprawdźcie tylko, ile powstało blogów o podróżach do Japonii). Jednak skoro mamy „kapryśny miesiąc” (https://poprostuopera.wordpress.com/2017/06/09/przedmowa-do-kaprysnego-miesiaca/), to nie odmówię sobie wpisu.

Nie będzie to klasyczna relacja opisująca miasto po mieście (od tego jest masa innych, zaprawionych w bojach blogów podróżniczych), ile przemyślenia o kulturze, zabytkach, przyrodzie i społeczeństwie. Dziś skupię się na tym ostatnim. Obiecuję być „bardziej turystyczny” w następnym wpisie.

Zanim zaczniemy, chcę tylko podkreślić, że co człowiek to opinia i w internecie znajdziecie masę absolutnie sprzecznych spostrzeżeń i uwag. Tak więc moje wnioski na temat Japonii nie są żadną prawdą objawioną i inni mogli dostrzec zupełnie co innego.

Ludzie, ludzie wszędzie…

W kraju niewiele większym od Niemiec żyje ponad 120 milionów ludzi. Jednak należy podkreślić, że ponad 90 milionów zamieszkuje pas kotlin rozmieszczonych od Sendai do Hiroshimy. Następnych kilkanaście milionów rezyduje na wyspie Kiusiu i małych wysepkach na południu. Tereny wybrzeża przy Morzu Japońskim (nie licząc kilku miast) i druga największa wyspa Hokkaido (poza stolicą wyspy, Sapporo), są – jak na standardy Japonii – praktycznie niezamieszkałe. Tak skrajnie nierównomierne rozłożenie ludności rodzi konsekwencje: niektóre miasta rozrosły się do niewyobrażalnych rozmiarów, zaś prowincja sprawia wrażenie opuszczonej i zapomnianej przez Boga i ludzi, niczym wioski-widma na Podlasiu.

Jak zapewniali mnie znajomi żyjący w Tokio, sytuacja będzie się pogarszać, bowiem pracę można łatwo znaleźć tylko w kilku dużych miastach, więc wskaźnik wewnętrznej migracji pozostanie na niepokojąco wysokim poziomie, zwłaszcza w stolicy (niektórzy wieszczą, że kilkanaście lat Tokio wchłonie Jokohamę, trzecie największe miasto w kraju!).

Taki obrót spraw mógłby sugerować, że metropolie stały się betonowymi dżunglami, a prowincje wiecznie zielonymi skansenami. No i właśnie tak nie jest.

Owszem, Japończycy to prężni i niepatyczkujący się deweloperzy, ale nie przekraczają pewnych granic. Nie ruszają parków, terenów świątynnych (sanktuarium Meijiego może pochwalić się 70-cio hektarowym parkiem w centrum Tokio) i tradycyjnych ogrodów. Jednocześnie mniejsze miasta mogą „pochwalić się” pustostanami i porzuconymi fabrykami (choć podobno najwięcej takich atrakcji można zobaczyć na Hokkaido, a tam jeszcze nie byłem). Bez wątpienia nie musicie się bać wszechobecnego asfaltu Tokio i Jokohamy.

Kiedy przyroda Cię nienawidzi

Wizyta w Japonii uświadomiła mi, że w Polsce mamy bardzo przyjazny klimat. Owszem, jako Kłodczanin wiem co nieco o powodziach, zdarzają się susze i przymrozki w maju, ale w porównaniu do Japonii, żyje się u nas dość spokojnie.

W czasie mojego dwutygodniowego pobytu nie doświadczyłem ani jednego trzęsienia ziemi. Podobno miałem straszne szczęście. Owszem, większość wstrząsów nie jest szczególnie intensywna, jednak wizja 300 trzęsień ziemi rocznie nieco przeraża. Równie powszechnym zjawiskiem są tajfuny (20 rocznie, z czego mi trafiły się 2):

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

(widok na Tokio z cmentarza dla cudzoziemców w Jokohamie – w tle widać nadchodzący tajfun)

W anime „Shin sekai no yori” („Z nowego świata”, na podstawie książki Yuusuke Kishiego) pada zdanie doskonale obrazujące determinację Japończyków – Łańcuch jest tak trwały, jak mocne jest jego najsłabsze ogniwo. Lata wojen domowych, katastrof i epidemii stworzyły społeczeństwo twarde, potrafiące przeciwstawić się największym przeciwnościom. Zbaraniałem wręcz, gdy zorientowałem się, że moi znajomi traktowali tajfun jako bardziej uciążliwą ulewę (choć okazało się, że żywioł niespodziewanie uderzył na południe Hokkaido – były ofiary i spore zniszczenia). Jednak prawdziwy szok kulturowy przeżyłem drugiego dnia, gdy zobaczyłem jak gospodyni przykrywa śmieci do segregacji folią, żeby nie zmokły. W drodze do metra nie było domu w którym postąpiono by inaczej. Wszyscy znają zasady, wszyscy ich przestrzegają.

A skoro już mowa o zasadach…

Kraj smutnych ludzi

Powiedzieć, że Japończycy są społeczeństwem pełnym sprzeczności, to jakby powiedzieć, że Enrico Caruso był niezłym tenorem. Dumne i pełne kompleksów, nowoczesne i tradycyjne, pracowite i często nieefektywne. Jedno jednak łączy większość Japończyków – to ludzie smutni, jakby pogodzeni z losem, że żyją w kraju wiecznych trosk.

Mimo gigantycznego zakorzenienia w rodzimej tradycji, Japończycy nadążają za nowinkami technologicznymi, korzystają z zaawansowanej robotyki i gadżetów (i znów – raczej w dużych miastach niż na prowincji). Jest jednak mroczniejsza strona tego technologicznego pędu: po pierwsze, dzięki temu mogą ograniczyć kontakty z ludźmi: Japończycy nie należą do najbardziej towarzyskich i wygadanych społeczeństw na świecie. Po drugie – japońscy politycy chcą wykorzystać zaawansowane osiągnięcia robotyki do ogarnięcia problemu starzejącego się społeczeństwa (do 2100 roku ma być ledwie 85 milionów obywateli!). Po trzecie – każda nowinka pomaga im mniej pracować w domu, dzięki czemu mogą zyskać chwilę wytchnienia po bardzo długim dniu pracy.

(tradycyjnie ubrane dziewczęta robią sobie zdjęcie telefonem, który u nas pewnie wejdzie do oferty za 30 lat – czyli jak stare spotyka nowe)

Wśród moich japońskich przyjaciół dominują ludzie po sześćdziesiątce z dwójką dorosłych dzieci. Jeśli wierzyć opowieściom o pracy ich potomków (a wszystkie są bardzo do siebie zbliżone), współczesny japoński system pracy niszczy społeczeństwo bezwzględnie i konsekwentnie. Ludzie pracują sporo dłużej niż mają w kontrakcie, dojazd do pracy zajmuje około godziny w jedną stronę, nieraz trzeba przyjść do pracy w sobotę. Co więcej, dłuższy czas w pracy nie przerzuca się na efektywność, za to uniemożliwia założenie rodziny. Ale wyjść wcześniej nie można, skoro szef jeszcze siedzi… Istnieje nawet specjalny zwrot używany kiedy pracownicy wychodzą przed innymi: お先に失礼します (Osaki ni shitsureishimasu). Jednak dosłownie nie oznacza „wychodzę, do jutra”, ile „przepraszam, że wychodzę, kiedy wy jeszcze pracujecie”.

Japończycy bardzo rzadko zmieniają firmy (najczęściej wcale), w związku z tym jakiekolwiek zmiany na korzyść pracownika są ciężkie do wyegzekwowania. Tym bardziej, że jeśli człowiek zostanie z takiej firmy wyrzucony, drzwi do innych renomowanych przedsiębiorstw zostają na zawsze zamknięte i pozostaną mu tylko proste prace porządkowe.

Synowi jednej z moich nauczycielek zaproponowano zwolnienie z pracy, z wypłaceniem 36-cio miesięcznej odprawy. Odmówił. Wiedział, że przez te 3 lata i tak nie znajdzie pracy. Woli już pracować od poniedziałku do piątku od 8:00 do 20:30 i po kilka godzin w sobotę. W sumie nie ma co się dziwić, że z zewsząd czułem wszechobecną melancholię.

Jednak tak zdyscyplinowane społeczeństwo to nie tylko korporacyjny terror. W Japonii dba się o czystość ulic i skwerów (na głównych arteriach dużych miast praktycznie nie ma śmieci), ludzie stoją grzecznie w kolejkach do metra (nie mówiąc o tym, że istnieje specjalnie narysowane miejsce, pokazujące, gdzie będą drzwi), pociągi faktycznie się nie spóźniają (przynajmniej w czasie moich podróży). Szczególnie mocno zaimponowało mi jak Japończycy opanowali żywioł wody – radzą sobie z ulewami i tajfunami, wodę można kupić w licznych automatach, a łazienki są łatwo osiągalne (serio, nigdzie nie miałem problemu ze znalezieniem publicznej łazienki – to chyba pierwsza taka podróż w moim życiu).

Przy tak zapracowanym społeczeństwie, ogromną rolę odgrywają ludzie starsi – bezpłatnie uczą cudzoziemców japońskiego (także poza granicami kraju, jak na przykład mnie), sprzątają ulice i parki oraz opiekują się dziećmi. Jedna z moich nauczycielek regularnie odbiera dzieciaka z podstawówki, którym nie mogą zająć się zapracowani rodzice (świetlicę zamykali o 19:00). Raz poszedłem z nią i była to zabawna przygoda, bowiem to ja wszedłem pierwszy do sali pełnej młodych kobiet i dzieci. Z moją aparycją disneyowskiego łotra i niskim, chrapliwym głosem (w końcu wypadało się przywitać) momentalnie zwróciłem na siebie uwagę wszystkich, raczej w tym złym znaczeniu. Na szczęście moja nauczycielka przyszła chwilę później i szybko mnie przedstawiła.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

(Iwaki, plan dzielnicy gdzie stacjonowałem –  na mapce rozpisano, kto gdzie mieszka. Dla nowo przybyłego to wybitne udogodnienie, dla mieszkańców – brak prywatności)

Dobrze, dziś było nieco poważnie, w następnym wpisie podzielę się moimi przemyśleniami o kuchni, zabytkach i przyrodzie. Obiecuję, że będzie lżej. Pozdrawiam!

PS –  na wszelki wypadek przypominam, że przedstawione powyżej przemyślenia mają charakter czysto subiektywny.

Advertisements

Informacje o poprostuopera

Marek Błaszczak - Pasjonat opery, dobrej literatury i gier RPG. Dziwny charakter pisma i miłośnik dobrej kuchni. Wszelkie prawa zastrzeżone: kopiowanie, powielanie i przekształcanie artykułów za zgodą autora (proszę pisać maila na adres poprostuopera@gmail.com, na pewno odpowiem)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Podróż do Japonii AD 2016 – część pierwsza, czyli słówko o społeczeństwie

  1. Bardzo ciekawe wrażenia. Czekam na c.d. i przy okazji cos o muzyce i Chopinie.
    Pozdrawiam.
    PS Kłopoty z logowaniem ?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s