Z katalogu operowych zbrodniarzy – „Makbet”, cz.3: dyskografia

Choć „Makbet” nie może pochwalić się popularnością tych największych oper Verdiego, jego dyskografia wcale nie odstaje od takich hitów jak „Rigoletto”, „La Traviata”, czy „Nabucco”. Postaram się wybrać z tego zestawienia najpiękniejsze perły. W tym tygodniu skupię się na wersjach CD (chyba, że nagranie będzie powiązane z jakimś spektaklem na żywo), a za jakiś czas (muszę odpocząć od tej opery) zajmę się współczesnymi nagraniami DVD.

Piero Cappuccilli, Shirley Verrett, Nicolai Ghiaurov, Placido Domingo, Stefanie Malagu (dama dworu), chór i orkiestra La Scali, dyr. Claudio Abbado (DG, 1976),

Piero Cappuccilli, Shirley Verrett, Nicolai Ghiaurov, Veriano Luchetti, Stefanie Malagu (dama dworu), Giovanni Fioiani (medyk) chór i orkiestra La Scali, dyr. Claudio Abbado (różne firmy, nagranie na żywo, także wideo, 1976),

Nagrania Abbado z La Scali są dla wielu absolutnie pierwszą rekomendacją i ja nie mam zamiaru wyłamywać się z tego nurtu. Dyrygent znacząco zwolnił, dzięki czemu uzyskuje większą precyzję i lepiej buduje napięcia. W dodatku prowadzi starannie odtworzoną wersję, bez naleciałości tradycji wykonawczych (czyli w przypadku tej opery – bez żadnych skrótów). Cappuccilli dokonuje jednego z najlepszych swoich nagrań, śpiewa mocno i inteligentnie, Verrett może nie jest Callas, ale i tak prezentuje imponującą formę, reszta obsady jest bez zarzutu, jakość dźwięku  – ponad wszelkie pochwały.

Trzeba też koniecznie wspomnieć o świetnym spektaklu z La Scali, w bardzo podobnej obsadzie (zapewne dał producentom inspirację do stworzenia nagrania płytowego). Produkcja jest co prawda bardzo skromna, ale znakomicie wyreżyserowana, soliści śpiewają równie dobrze jak na płytach (Ghiaurov jest chyba nawet lepszy), tylko Luchetti minimalnie odstaje. Dźwięk, jak na transmisję z tamtych lat, jest co najmniej zadowalający, choć jakość obrazu mogłaby być lepsza. Zabawna sprawa – w tej produkcji, w słynnej scenie czytania listu, Lady Makbet nic nie mówi, a my słyszymy recytację Cappuccilliego (jakby treść listu krążyła po głowie przyszłej królowej). Nie wiem, czy spektakl był kiedykolwiek w sprzedaży, ale i tak polecam się z nim zaznajomić.

Enzo Mascherini, Maria Callas, Italo Tajo, Gino Penno, chór i orkiestra La Scali, dyr. Victor de Sabata (EMI, 1952,  nagranie na żywo),

Jak już wspomnieliśmy o legendarnych spektaklach na żywo, nie mogło zabraknąć występu Marii Callas. Rola krwiożerczej Lady, gdzie głos może brzmieć nie najpiękniej, za to musi być przesycony emocjami i dojrzałym aktorstwem, idealnie wpisuje się do jej emploi. Scena czytania listu powoduje ciarki na plecach, podobnie dialogi z mężem, czy w końcu scena somnambuliczna. Doskonała kreacja, jeden z największych triumfów legendarnej primadonny, pozycja obowiązkowa dla każdego miłośnika teatralnego śpiewu. Jednak, by być uczciwym, nie ona jedna prezentuje najwyższą formę – Mascherini jest wybornym Makbetem w starym stylu, Gino Penno ma niezbyt wyrafinowany, ale solidny głos, a de Sabata doskonale wie jak stworzyć prawdziwy horror na scenie. Lecz dla mnie największym zaskoczeniem był znakomity Italo Tajo, który brzmi kompletnie „jak nie on” – aż ciężko uwierzyć w tak wielką powagę i szlachetność brzmienia u śpiewaka, który specjalizował się w komediowych umizgach.

Dlaczego więc nie polecam tego nagrania jako pierwszego? Z powodu koszmarnej jakości dźwięku. To nie jest kolejny spektakl na żywo, gdzie czasem coś trzeszczy, ale ogólnie można wszystkiego bezproblemowo posłuchać. Tutaj zdarzają się takie huśtawki, że czasem nie da się zrozumieć całych fraz. Mimo to polecam.

Giuseppe Taddei, Leyla Gencer, Ferruccio Mazzoli, Mirto Picchi, Stefanie Malagu (dama dworu), chór i orkiestra Opery w Palermo, dyr. Vittorio Gui (różne firmy, 1960 – nagranie na żywo),

Giuseppe Taddei, Birgit Nilsson, Giovanni Foiani, Bruno Prevedi, Piero de Palma (Malkolm), chór i orkiestra Akademii pod wezwaniem św. Cecylii, dyr. Thomas Schippers (Decca, 1964),

Wspomnieliśmy o Italo Tajo, wypada więc poruszyć temat innego świetnego komedianta, Giuseppe Taddeiego. Włoski śpiewak fenomenalnie uchwycił bezwzględność swojej postaci połączonej z tragicznym, wewnętrznym rozdarciem. Z dwóch nagrań, wyżej cenię to na żywo (mimo gorszej jakości dźwięku): śpiewak jest tam bardziej swobodny, bardziej złowieszczy, bardziej naturalny. Gencer nie może równać się z Nilsson wokalnie, za to radzi sobie lepiej aktorsko (Nilsson doskonale przestudiowała tę rolę, jednak brak jej nieco zaangażowania). Mazzoli też jest lepszy od Foianiego. Thomas Schippers dyryguje z pasją i oddaniem, ale Gui jest jeszcze wspanialszy – liryczny, szlachetny i bardzo moralizatorski. Dwie świetne pozycje, ale chętniej wracam do wersji na żywo.

Leonard Warren, Leonie Rysanek, Jerome Himes, Carlo Bergonzi, chór i orkiestra Metropolitan Opera, dyr. Erich Leinsdorf (Sony/RCA, 1959),

Nagranie Leinsdorfa trochę mnie zaskoczyło – znając ekscentryczność dyrygenta spodziewałem się rewolucji totalnej, a dostaliśmy niezwykle solidne, rzeczowe dyrygowanie, jednak na szczęście wyzbyte rutyny. Dramaturgi tu może niewiele, ale piękno orkiestry MET zostaje ukazane w pełnej krasie. Soliści idą za dyrygentem – Warren śpiewa cudownie i jest pełen arystokratycznej wyniosłości, jakby bał się posądzenia o tanie efekciarstwo rodem z prowincjonalnych teatrów. Rysanek produkuje mnóstwo pięknych dźwięków, choć jej Lady też jest raczej stoicka. Himes wielkim basem był i to słychać, chociaż w wielkiej arii usłyszymy raczej godność i humanizm niż miłość do potomka. Jeden Bergonzi wyłamuje się przeznaczeniu, tworząc cudowną, ludzką postać (chyba najpiękniejsze na płytach O figli, figli miei).

Słuchając Bergonziego, w końcu zrozumiałem co mi się w tym nagraniu podoba. Może i nie jest przesadnie dramaturgiczne, ale wydaje mi się, że Leinsdorf zrobił to, co później wykorzysta Sir Georg Solti w słynnym nagraniu „Don Carlosa”. Dyrygent chciał stworzyć wielkie humanistyczne nagranie, coś na kształt muzycznego wykładu o słynnym dramacie szekspirowskim niż prawdziwej historii z krwi i kości. Nie wszystkim może to przypaść do gustu, ale przyznaję, że w tym szaleństwie jest metoda. Bardzo ciekawe, oryginalne nagranie.

Tito Gobbi, Amy Shaurd, Forbes Robinson, Andre Turp, chór i orkiestra Covent Garden, dyr. Francesco Molinari-Pradelli (Bellavoce, 1960, na żywo)

Omawiając „Makbeta” nie mogło zabraknąć wersji z jednym z najlepszych odtwórców czarnych charakterów w ogóle. Jak się spisuje Tito Gobbi w tytułowej roli? Znakomicie. Dysponuje wręcz idealnymi warunkami wokalnymi, a każdej frazie jest w stanie nadać odpowiedni ton i kolor. Towarzyszy mu słynna Turandot z ROH, wyraźnie szukająca inspiracji u swojej wielkiej pucciniowskiej bohaterki. Przy jej lodowatym, nieprzystępnym głosie, Makbet jawi się niemalże jako pozytywna postać. Andre Turp brzmi dość niestandardowo, ale tchnął w swojego bohatera wyjątkowo dużo zaangażowania. Forbes Robinson brzmi bardziej jak dziadek Makbeta, z czym nie miałbym problemu, gdyby nie to, że libretto przeznacza mu rolę młodego ojca (no chyba, że w produkcji Covent Garden Fleance miał co najmniej 35 lat). Za to Gui zadbał byśmy czuli atmosferę teatru (notabene jest to zarejestrowany spektakl) i całość jest bez wątpienia udana.

Sherrill Milnes, Fiorenza Cossotto, Ruggerio Raimondi, Jose Carreras, New Philharmonia Orchestra, dyr. Ricardo Muti (EMI, 1976),

Sherrill Milnes, Grace Bumbry, Ruggerio Raimondi, Franco Corelli, chór i orkiestra Opery w Memphis, dyr. Francesco Molinari-Pradelli (różne firmy, na żywo, 1973),

Sherrill Milnes, Christa Ludwig, Karl Ridderbusch, Carlo Cossutto, chór Wiedeńskiej Opery Państwowej, Wiedeńscy Filharmonicy, dyr. Karl Bohm (na żywo, 1970),

Trzy nagrania Sherrilla Milnesa, w tym dwa półpiraty. Jeśli chodzi o jego Makbeta, to do kreacji aktorskiej, bardziej dwuznacznej i bardziej ludzkiej nie mam większych zastrzeżeń. Co do głosu – Milnes śpiewa pięknym, mocnym, jasnym, wysokim barytonem. I tu następuje kluczowe pytanie: czy w tej roli to Wam pasuje? Jeśli tak, to znaleźliście swojego idealnego Makbeta i pozostaje Wam wybierać między wyżej wymienionymi trzema nagraniami. Natomiast mam problem podobny do milnesowego Scarpii: jest tu po prostu trochę za ładnie. W tej roli wolę niższe, bardziej chrapliwe, złowieszcze barytony. Tym niemniej – polecam sprawdzić, istnieje bardzo duża szansa, że się do niego przekonacie.

Zacznijmy od wersji studyjnej – nagranie EMI ma świetnego tenora (Carreras), dobry bas (Raimondi), znakomitą orkiestrę i chór. Sam kapelmistrz prowadzi orkiestrę szybko i mocno, choć chciałoby się tu trochę więcej refleksji. Cossotto nie jest Lady Makbet moich marzeń, ale to wciąż solidny mezzosopran serwujący przyzwoitą interpretację. W dodatku jej zdecydowanie jaśniejszy niż u koleżanek głos świetnie wykorzystuje w akcie II, skutecznie nakreślając dwulicowość bohaterki.

Przedstawienie z Memphis ma dobrego kapelmistrza (choć po Molinarim-Pradellim oczekiwałem nieco więcej) i znakomity kwartet solistów, któremu niestraszne żadne problemy techniczne. Ciekawostka – seria spektakli w USA zaowocowała jeśli nie przyjaźnią, to przynajmniej kumpelskimi relacjami między Bumbry, Corellim i Milnesem (sam Corelli przyznał w jednym z wywiadów, że był pod ogromnym wrażeniem swoich amerykańskich kolegów). Świetna rzecz, trzeba się tylko przygotować na średnią jakość dźwięku.

Jednak chyba najciekawszą pozycją jest nagranie z Wiednia (debiut Milnesa w tej roli), bowiem nasz baryton już świetnie brzmi, ale udało mu się stworzyć nieco mroczniejszy głos dzięki pomocy Karla Bohma, oferującego nam posępną wizję dzieła, rodem z niemieckiego kina lat 20-tych. Ridderbusch nie ma może najpiękniejszego głosu, ale do koncepcji dyrygenta pasuje idealnie, Cossutto również może się podobać. Ludwig jest szekspirowską Lady Makbet, bardziej wyciszoną, chyba też nieco mniej zepsutą (mam wrażenie jakby pomysł na przejęcie władzy przyszedł jej głowy dopiero po otrzymaniu listu). I znów – styl raczej germański niż włoski, ale przy teutońskim dyrygencie jest to jak najbardziej do przyjęcia. Dźwięk jest chyba nawet lepszy niż w spektaklu z 1973.

Ivan Petroff, Astrid Varnay, Italo Tajo, Gino Penno, chór i orkiestra Opery we Florencji, dyr. Vittorio Gui (Operadepot-dot-com, 1951).

Niewiele brakowało, a przegapiłbym to nagranie – ostatecznie skusiło mnie nazwisko dyrygenta, który miewał w swojej karierze lepsze wieczory, ale wciąż pokazuje klasę. Petroff potrzebuje trochę czasu by się rozkręcić i od drugiego aktu prezentuje się zupełnie dobrze. Tajo i Penno są znakomici i jakość dźwięku stoi na o wiele wyższym poziomie niż w wersji de Sabaty. Pozostaje Varnay, która może nie zachwyciła mnie w scenie czytania listu, ale nie licząc tego jest absolutnie fantastyczną, drapieżną, lodowatą Lady Makbet. Solidne, godne uwagi nagranie.

Dietrich Fischer-Dieskau, Elena Souliotis, Nicolai Ghaiurov, Luciano Pavarotti, Ambrosian Opera Chorus, London Philharmonic Orchestra, dyr. Lamberto Gardelli (Decca, 1970),

Obsada wersji Decci sugerowała luksusowe, wręcz mistrzowskie nagranie. Niestety, po przesłuchanie efektu końcowego widać, że ewidentnie coś poszło nie tak. Fischer-Dieskau tworzy skrajnie oryginalnego, „niemieckiego” Makbeta. Mi się to podoba, ale wiem, że ta kreacja ma wielu przeciwników i rozumiem niechęć wobec „inności” jego bohatera. Pavarottiemu trochę się nie chce, ale jego ograniczone zainteresowanie jest wciąż do przyjęcia. Gardelli nie wychodzi poza poprawną rutynę, ale najgorszej prezentuje się Elena Souliotis. Przyznaję, że tworzy dobrą, spójną kreację, jednak na tym etapie kariery jest już cieniem samej siebie. W sumie tylko Ghiaurova mogę zarekomendować bez żadnych zastrzeżeń.

Peter Glossop, Rita Hunter, John Tomlinson, Kenneth Collins, BBC Concert Orchestra and BBC Singers, dyr. John Matheson (Opera Rara, 1978),

Leo Nucci, Shirley Verrett, Samuel Ramey, Veriano Luchetti, Teatro Comunale di Bologna Orchestra and Chorus, dyr. Riccardo Chailly (Decca, 1986),

Dwa głośne nagrania, które trochę mnie rozczarowały – przewagą pierwszej płyty jest bez wątpienia dobry Makbet Petera Glossopa, jednak jego koledzy i koleżanki rozczarowują. Z drugiej strony jest to jedyna przyzwoita płyta w wersji z 1847, więc część słuchaczy zapewne sięgnie po tę płytę z czystej ciekawości. Nagranie Decci zebrało solidny zbiór śpiewaków (acz głos Verrett nieco się postarzał), niezłą orkiestrę i porządnego dyrygenta, ale też i nic więcej (czym innym jest nakręcony na podstawie tego nagrania film, ale o tym następnym razem).

Renato Bruson, Mara Zampieri, Robert Lloyd, Neil Shicoff, chór i orkiestra Opery w Berlinie, dyr. Giuseppe Sinopoli (Philips, 1987, także na wideo),

Nagranie Philips to jedna z bardziej kontrowersyjnych pozycji w świecie opery. Jedni (m.in. śp. Janusz Łętowski) wskazują je jako najlepszą wersję „Makbeta”, gdzie soliści i Sinopoli zagłębili się w największe tajniki partytury i szekspirowski oryginał, inni narzekają na przesadnie oryginalne podejście do tematu i skrzekliwą, wokalnie zranioną Zampieri. Jeśli chodzi o walory wokalne, to Bruson i cała obsada męska bardzo mi się podoba, muszę się jednak zgodzić z zarzutem w stronę primadonny (chociaż gra świetnie!). Sama reżyseria jest niezwykle intrygująca, choć chyba więcej tu Szekspira niż Verdiego. Dla mnie to dość odświeżająca pozycja, ale nie mam pewności, czy przypadkiem nie odeszli za bardzo od kanonu.

Piero Cappuccilli, Sylvia Sass, Peter Kelin, Kolos Kováts, Chór Węgierskiego Radia i Telewizji i Orkiestra Symfoniczna Węgierskiego Radia, dyr. Lamberto Gardelli (Hungaroton, 1986),

O węgierskim nagraniu z udziałem lokalnych gwiazd, ale i w międzynarodowym składzie słyszałem wiele dobrego, ale nie udało mi się do niego dotrzeć. Wskazuję więc na nie z lojalności wobec innych krytyków.

Podsumowując mamy świetne nagranie Cappuccilliego, Taddeiego, Mascheriniego, Gobbiego, Warrena, Milnesa, a nawet Brusona. Jest więc w czym wybierać.

Reklamy

Informacje o poprostuopera

Marek Błaszczak - Pasjonat opery, dobrej literatury i gier RPG. Dziwny charakter pisma i miłośnik dobrej kuchni. Wszelkie prawa zastrzeżone: kopiowanie, powielanie i przekształcanie artykułów za zgodą autora (proszę pisać maila na adres poprostuopera@gmail.com, na pewno odpowiem)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Z katalogu operowych zbrodniarzy – „Makbet”, cz.3: dyskografia

  1. JustMarmalade pisze:

    Bardzo ciekawy wpis, Makbet to jedna z moich ulubionych oper Verdiego 🙂 Najlepszym dla mnie nagraniem jest wersja na żywo z młodą Callas. Jej Lady Makbet jest bezbłędna, myślę, że nawet sam Verdi byłby zachwycony jej interpretacją. No i barwa głosu, wręcz stworzona dla tej postaci! Zgadzam się, że Mascherini to świetny Makbet, reszta obsady również stoi na naprawdę wysokim poziomie. Szkoda jedynie, że taka marna jakość… Gdy chcę lepszej, moim pierwszym wyborem jest wersja Mutiego, chociaż zdaję sobie również sprawę, ze wspaniałego poziomu nagrania Abbado. Co do ostatniej wspomnianej rejestracji (Cappuccilli, Sass, Gardelli) – to rzeczywiście bardzo ciekawa pozycja, na pewno warta poznania. Nie wiem czy ma Pan konto na Spotify, ale tam dostępna jest pełna wersja opery do posłuchania w tym wykonaniu 🙂 Pozdrawiam!

    • poprostuopera pisze:

      Dziękuję! 🙂 Konta na spotify nie mam, ale kilku moich znajomych posiada, więc mam nadzieję, że uda mi się dotrzeć do nagrania:)

      Mam też dobrą wiadomość – otóż niektóre fragmenty spektaklu z 1952 są amatorsko poprawiane i czyszczone. O, tu znalazłem scenę z aktu pierwszego: gdyby komuś się udało tak wyczyścić całość, to mielibyśmy prawdziwe muzyczne święto!

      Pozdrawiam! 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s