Bitwa na nagrania – „Czarodziejski flet”

Przy jubileuszowym wpisie obiecywałem napisać co nieco o „Czarodziejskim flecie”. A zatem zapraszam na pojedynek dwóch najgłośniejszych nagrań tej opery!

Zanim zaczniemy, chcę podkreślić, że wyjątkowo nie będzie załączonej dodatkowej dyskografii. Po pierwsze, jest ona bardzo, bardzo rozległa i wymaga starannego przestudiowania kilkudziesięciu nagrań. Po drugie – ze względu na olbrzymią obsadę  „Czarodziejskiego fletu”, dzisiejsza bitwa będzie rozgrywać się z rekordową liczbą kategorii, więc gdybym dodał dyskografię, wpis osiągnąłby przerażające rozmiary.

Zestawione nagrania niemalże całkowicie różnią się obsadą, reżyserią i podejściem dyrygentów do partytury. To co je łączy, to rok wydania – 1964.

  Bitwa na nagrania!

W lewym narożniku!

Gundula Janowitz, Lucia Popp, Nicolai Gedda, Walter Berry, Gotlob Frick, Gerhard Unger, Franz Crass, Dame Elisabeth Schwarzkopf, Christa Ludwig, Marga Hoffgen, Ruth-Margaret Putz, Agnes Giebel, Anna Reynolds, Josephine Veasey, chór i orkiestra Philharmonia Orchestra, dyr. Otto Klemperer (EMI, 1964)

Monumentalna aranżacja Klemperera (nagranie bez dialogów) w gwiazdorskiej obsadzie i w świetnej jakości dźwięku.

W prawym narożniku!

Evelyn Lear, Roberta Peters, Fritz Wunderlich, Dietrich Fischer-Dieskau, Franz Crass, Friedrich Lenz, Hans Hotter, Hildegard Hillebrecht, Cvetka Ahlin, Sieglinde Wagnehr, Lisa Otto, Rosl Schwaiger, Antonia Fahberg, Raili Kostia, Hubert Hilten, Martin Vantin, Manfred Röhrl, Martii Talvela, James King, RIAS Kammerchor, Berlińscy Filharmonicy, dyr. Karl Bohm (DG, 1964) 

Największy tenor niemiecki w towarzystwie najlepszego mozartowskiego barytona i znakomitego dyrygenta.

W przypadku kategorii pozwoliłem sobie pominąć Mówcę (Sprechera), choć jest to rola dla śpiewaka, to jednym z kluczowych wymagań dla śpiewaka jest biegła znajomość niemieckiego, a ja nigdy nie uczyłem się tego języka.

Kategoria pierwsza – Papageno (kategoria za 2 punkty)

Dietrich Fischer Dieskau vs Walter Berry

Niektórzy uważają, że to Tamino jest głównym bohaterem „Czarodziejskiego fletu”, inni wskazują na Paminę, jeszcze inni (oponujący za symboliczną, masońską historią) wynoszą na szczyt konflikt Królowej Nocy i Sarastra. Jednak uważam, że nawet jeśli nie głównym, to najsympatyczniejszym bohaterem „Czarodziejskiego fletu” jest Papageno. Jego historia jest najbardziej angażująca, z nim najłatwiej się utożsamiać i jednocześnie dźwiga na swych barkach kawał znakomitej muzyki.

Zestaw panów prezentuje się okazale. Dietrich Fischer-Dieskau jest absolutnie bezbłędnym Papagenem. Zważywszy na wybitny talent aktorski w kreowaniu inteligentów (a także w wykonywaniu pieśni) obawiałem się, czy jego Papageno nie będzie przeintelektualizowany, ale niemiecki baryton jest uroczym, prostodusznym młodzieńcem, ze swoją własną, niezbyt skomplikowaną, ale jednak filozofią. Jest tu afirmacja życia, prostota ducha, dobroduszność i sporo humoru. No i znakomicie śpiewa.

Walter Berry to bardziej bas-baryton niż baryton, ale i jego słucha się bardzo dobrze. Wolumen jego głosu jest nieco większy, co w połączeniu z niższym niż zwykle rejestrem daje nam „Papagena-olbrzyma” dużego, ślamazarnego poczciwca, poszukującego ukochanej żoneczki. Bez wątpienia świetnie wpisuje się w koncepcję dyrygenta i reżysera, którzy chcieli stworzyć bardziej baśniowe widowisko (o tym więcej przy pojedynku na reżyserię), ale czy to nie trochę za mało? Akurat Papageno wydaje mi się najbardziej ludzką, najbardziej zniuansowaną postacią tej opery, czy nie zasługuje na nieco więcej?

Mocne starcie, jednak Fischer-Dieskau pokazuje ile w tej postaci jest niuansów i okrasza ją większym humorem. Punkt dla DG.

Zwycięzca – Dietrich Fischer-Dieskau

(od 1:50:00)

Kategoria druga – Pamina (kategoria za 2 punkty)

Gundula Janowitz vs Evelyn Lear

Są tacy, którzy uważają, że jest to najlepsze nagranie studyjne w karierze Gunduli Janowitz. Nie znam aż tak dobrze dyskografii tej śpiewaczki by szafować opiniami, ale do tej pory nie słyszałem jej w lepszej formie (no, może nie licząc pół-pirackiego „Don Carlosa” z Corellim). Głos jest autentycznie młody i piękny, sztuka prowadzenia fraz zachwyca, technika wokalna prezentuje się nadzwyczaj dojrzale. Co do samej interpretacji, to główna para kochanków nie jest przesadnie skomplikowana i ten element pozwolę sobie opuścić. To bez wątpienia wielka, wybitna rola.

Evelyn Lear śpiewa dobrze i kompetentnie (choć zdarzają się nieprzyjemne niespodzianki w górnym rejestrze), jednak do Janowitz nie ma startu. Zdecydowany punkt dla EMI.

Zwyciężczyni – Gundula Janowitz

Kategoria trzecia – Tamino (kategoria za 2 punkty)

Nicolai Gedda vs Fritz Wunderlich

Przyznam, że trochę obawiałem się, czy Nicolai Gedda nie będzie już zbyt dojrzałym Taminem, ale na szczęście, mimo arystokratycznej godności, Szwed wciąż operuje świeżym, eleganckim głosem. To już taka młodzieńczość spoglądająca w stronę wieku średniego, ale nadal młodzieńczość. Kolejna piękna rola na koncie tego śpiewaka.

Tym niemniej Wunderlich był wówczas w absolutnie szczytowej formie, jego głos bardziej pasuje do Tamina, a ewentualny brak królewskich manier nadrabia młodzieńczym zapałem. Taki Tamino bardziej mnie przekonuje.

Zwycięzca – Fritz Wunderlich

Kategoria czwarta – Sarastro (kategoria za 1,5 punktu)

Gotlob Frick vs Franz Crass

Choć w akcie I nie ma zbyt wiele do zaśpiewania, to w kolejnym Sarastro staje się jedną z najważniejszych postaci w dramacie. Co prawda nie ma tu zbyt szerokiego pola do interpretacji, ale pełna godności wszelakiej muzyka skusiła niejedno wielkie nazwisko.

Obaj panowie prezentują się solidnie, do obu mam zastrzeżenia. Franz Crass ma odpowiednio dużo mocy, odpowiednio dużo zaangażowania i odpowiednio ładny głos, ciężko jednak nazwać jego występ wstrząsającym. Gotlob Frick ma zdecydowanie więcej do powiedzenia, jednak został skrzywdzony przez dyrygenta. Gdy bas ma właśnie rozpocząć swoją arię, Klemperer buduje mu wielkie, monumentalne wejście, zapowiadający śpiewaka dysponującego przepotężnym głosem. Sęk w tym, że Frick w tym nagraniu takowego głosu nie posiada i nawet jeśli efekt końcowy nie wynika z jego winy, to i tak byłem mocno rozczarowany. Crass nie ma większego wolumenu głosu (powiedziałbym nawet, że ma mniejszy), ale ponieważ dyrygent dostosował do niego swoją koncepcję, brzmi naturalniej.

Ogólnie rzecz biorąc, remis będzie chyba najuczciwszym rozwiązaniem. No, może ze wskazaniem na Fricka, bo jednak niedociągnięcia wynikają bardziej z podejścia dyrygenta.

Zwycięzca – remis (ze wskazaniem na Fricka)

Kategoria piąta – Królowa Nocy (kategoria za 1,5 punktu)

Lucia Popp vs Roberta Peters

Jej występ jest krótki, ale rola znacząca dla fabuły, a arie (zwłaszcza druga) – słynne i szalenie trudne.

Wiele śpiewaczek podejmowało się tej trudnej partytury. Efekty były skrajnie różne, niektóre nie podołały karkołomnym wymaganiom wokalnym, inne nie doszlifowały roli aktorsko, a nieliczne odniosły olbrzymi sukces. Lucia Popp nie dość, że zdecydowanie zalicza się do trzeciej kategorii, to jeszcze udowodniła jak wiele sopranów wpisuje się w pierwsze dwie kategorie. Powiedzieć, że jej głos jest doskonale dobrany do partii to jakby nic nie powiedzieć. Dzięki w sumie lirycznej barwie udało jej się stworzyć obraz czułej, kruchej matki w akcie I, zaś w akcie II jasny i klarowny głos brzmi lodowato, wręcz upiornie. Do tego jej koloraturowe fikołki wcale nie są sztuką dla sztuki – to manifest potęgi zła, triumfalne, wojenne zawołanie, wykonane z rozmachem, którego nie powstydziłyby się walkirie. Obok Eddy Moser to moja ulubiona Królowa Nocy. Roberta Peters śpiewa ładnym głosem, aczkolwiek jest zdecydowanie za bardzo skupiona na technicznych pułapkach roli, także sam rozmiar głosu zostawia trochę to życzenia.

Zwyciężczyni – Lucia Popp

Kategoria szósta – Monostatos (kategoria za 1 punkt)

Gerhard Unger vs Friedrich Lenz

Monostatos nie jest może kluczowym bohaterem tej historii, nie zmienia to faktu, że drugi tenor otrzymuje własną arię, ma kilka świetnych scenek zbiorowych i parę interludiów komicznych.

Mam wrażenie, że dyrygent i producent nagrania EMI nie do końca wiedzieli, co zrobić z Gerhardem Ungerem. Jest mdły, średnio angażujący i niezbyt zabawny. Zważywszy na to, że jeszcze pozbawiono go dialogów, wypada dość średnio. Friedrich Lenz nie jest może najlepszym Monostatosem jakiego słyszałem, co nie zmienia faktu, że prezentuje wysoki poziom i nie zapomina o komicznym charakterze swojej postaci. Zdecydowany punkt dla DG.

Zwycięzca – Friedrich Lenz

(od 1:23:30)

Kategoria siódma – Trzy damy (kategoria za 1 punkt)

Dame Elisabeth Schwarzkopf, Christa Ludwig i Marga Hoffgen vs Hildegard Hillebrecht, Cvetka Ahlin i Sieglinde Wagnehr

Choć ciężko tu mówić o wielkiej, wzniosłej dramaturgicznej roli, trzy damy Królowej Nocy mają trochę do zaśpiewania – szczególnie warto zwrócić uwagę na dwa wyjątkowo piękne kwintety (oba z Taminem i Papagenem).

Przykro mi to mówić, bo panie z nagrania DG świetnie się spisują, ale w tym wypadku poziom obsady EMI jest wręcz absurdalnie dobry. Bez wątpienia przesądziły o tym względy prywatne (Schwarzkopf była żoną producenta EMI, Waltera Legge, Walter Berry był wówczas mężem Christy Ludwig), inaczej nie dałoby się wyjaśnić, dlaczego takie supergwiazdy zagrały w rolach nieproporcjonalnych do ich talentów. Jakby nie było, cieszmy się, bowiem skutecznie dowodzą maksymy, że dla wielkich artystów nie ma małych ról. Początkowo bałem się, czy poziom gwiazdorski nie zaszkodzi w utrzymaniu harmonii, jednak pamiętajmy, że tej generacji niestraszne były sceny zbiorowe.

Trzy damy z DG nie mają się czego wstydzić, ale zwycięzca może być tylko jeden.

Zwyciężczynie – Dame Elisabeth Schwarzkopf, Christa Ludwig i Marga Hoffgen

Kategoria ósma – Papagena (kategoria za 1 punkt)

Ruth-Margaret Putz vs Lisa Otto

Bohaterka, która ma do zaśpiewania raptem jeden, niezbyt długi duet, ale bierze udział w pięknych, komediowych scenkach z Papagenem i choćby dlatego zasługuje na wyróżnienie. Tym bardziej, że często wcielają się w nią całkiem znane soprany.

Obie panie śpiewają bardzo porządnie, jednak Lisa Otto jest odrobinę lepsza, w dodatku ma jeszcze scenę dialogową z Papagenem, której w nagraniu EMI brakuje. Punkt dla DG.

Zwyciężczyni – Lisa Otto

(od 2:19:20)

Kategoria dziewiąta – obsada drugoplanowa i chór (kategoria za 1 punkt)

Obsada EMI vs obsada DG

Przy tak wielu kategoriach reszta obsady to raczej tło, choć trzeba wspomnieć o w miarę ważnej roli trzech chłopców – w wersji DG śpiewanych przez panie, w wersji EMI – przez młodzież, co brzmi bardziej autentycznie. DG ma wielkie gwiazdy w drobnych rolach (Talvela i King!), ale EMI ma lepszy chór i sumarycznie to oni zgarniają punkt.

Zwycięzca –  obsada EMI

Kategoria dziesiąta – dźwięk i reżyseria (kategoria za 1 punkt)

Nagrania powstały w tym samym roku i trzeba uczciwie przyznać, że jak na swoje lata, brzmią absolutnie zachwycająco. Z tym, że wersja EMI to jeden z pupilków firmy i jest remasterowana na okrągło, z ciągle i ciągle poprawianym dźwiękiem. A zatem w tej kwestii punkt wędruje do EMI.

Natomiast obie wersje znacznie różnią się reżyserią. Wersja DG jest klasyczną interpretacją „Czarodziejskiego fletu” – dialogi są co prawda skrócone, ale wystarczające byśmy się nie pogubili. Kto będzie chciał baśni, baśń dostanie, kto będzie chciał symbolicznej historii z wątkami masońskimi, też będzie nadążał za fabułą.

Z kolei wersja EMI to tak naprawdę zbiór arii bez dialogów, co jak może zauważyliście we wcześniejszych kategoriach, stanowi poważny problem. To znaczy, nie żebym tych kwestii dialogowych specjalnie potrzebował, ale zdaję sobie sprawę, że część kupujących może czuć się oszukana. Nie mówię, że nagranie DG ma wybitnie zrobione, rozbudowane dialogi, jakie usłyszycie w pełnej wersji na deskach teatrów operowych, ale przynajmniej są i zawiązują fabułę. Producentom z EMI ewidentnie chodziło o zbudowanie iście bajkowej atmosfery, usuwając dialogi, szczególnie w akcie II – dzięki temu odeszliśmy od symboliki i dostaliśmy jedynie prostą opowiastkę o walce dobra ze złem. Dodatkowym problemem nagrania EMI jest współczesna technika, bo gdyby ktoś chciał wersję bez dialogów, wystarczyłoby jej/mu kupić same utwory śpiewane w formacie doulby digital i zgrać na płytę… Za reżyserię punkt dla DG.

Zwycięzca – remis (dźwięk dla EMI, reżyseria – DG)

Kategoria jedenasta – dyrygent (kategoria za 2 punkty)

Na początek chciałbym nadmienić, że oba nagrania dysponują znakomitymi orkiestrami, w związku z tym odpuszczę sobie ocenę tej kategorii.

Dwa wybitne nazwiska, dwie wielkie osobowości i dwa zupełnie inne podejścia do partytury. Bohm jest bardzo klasyczny i wyważony – „Czarodziejski flet” w jego wykonaniu to kameralne, eleganckie dzieło, pełne subtelnego humoru, w którym widz może rozkoszować się prostotą pięknej muzyki Mozarta. Pamięta też o solistach, którym udziela tyle wsparcia, ile tylko się da. To taki bardzo przekonujący Mozart „w punkt”.

Klemperer jak to on – jest majestatyczny i monumentalny. Tempa są szalenie powolne, ale muszę podkreślić, że nagranie w ogóle mi się nie dłuży. Gorzej, że soliści są miejscami pozostawieni sami sobie (szczególnie Frick jako Sarastro), choć z drugiej strony, dzięki jakości dźwięku, był w stanie wycisnąć więcej z orkiestry.

Trudny wybór – trzeba się zdecydować między świetną, klasyczną interpretacją Bohma, a nieco szaloną, „inną”, ale świetnie przemyślaną wersją Klemperera. Zarządzam remis, ale ze względu na lepszą współpracę z solistami, jest to remis ze wskazaniem na Bohma.

Zwycięzca – Remis (ze wskazaniem na Bohma)

Podsumowanie:

Nagranie EMI – 5,5 punktu

Nagranie DG – 6 punktów

 

Wynik z pogranicza remisu, zważywszy na wyrównanie kluczowych kategorii i znaczną przewagę EMI przy zwycięskich głównych rolach, powiedziałbym, że to raczej remis ze wskazaniem na DG. Wynik odzwierciedla moje uczucia względem tych płyt. Nagranie DG jest bardziej klasyczne i zarekomendowałbym je komuś, kto chce zaznajomić się z tym dziełem. Z tym, że obsada męska zdecydowanie góruje nad kobiecą. Nagranie EMI dysponuje absolutnie genialnym zestawem solistek i solidną męską obsadą, jednak brak dialogów i powolne, rozciągnięte tempa nie przekonają każdego. W sumie, cieszę się, że mam obie płyty.

Reklamy

Informacje o poprostuopera

Marek Błaszczak - Pasjonat opery, dobrej literatury i gier RPG. Dziwny charakter pisma i miłośnik dobrej kuchni. Wszelkie prawa zastrzeżone: kopiowanie, powielanie i przekształcanie artykułów za zgodą autora (proszę pisać maila na adres poprostuopera@gmail.com, na pewno odpowiem)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s